Jan Skotnicki, Anders Zorn i Nick Alm
To miał być zupełnie inny tekst. Finalnie będzie trochę o malarstwie, o aktualnej wystawie, na której otwarciu byłam oraz o wspomnieniach malarza, które teraz czytam.
Ciągle brakuje mi czasu na pisanie, a może wystarczająco silnej motywacji, by zamieszczać na SN regularnie teksty. Czasami wydaje mi się, że mało kogo obchodzi odchodzące do lamusa malarstwo tradycyjne. Miałam kiedyś plan pisania o malarzach, którzy są dla mnie inspiracją i których podziwiam. Może dziś zacznę realizować to porzucone zamierzenie, choćby w niewielkim stopniu?… W końcu od czegoś trzeba zacząć :)
Pewnie wspominałam, że moimi ulubionymi malarzami z przełomu XIX i XX wieku (oprócz Wojciecha Kossaka) są: Joaquín Sorolla y Bastida, John Singer Sargent, Valentin Serov i Anders Zorn. Skupię się na ostatnim. Anders Zorn (1860 -1920), szwedzki malarz i grafik, autor rewelacyjnych portretów, scen z życia wsi, aktów oraz wielu fantastycznych autoportretów. Podoba mi się sposób w jaki nakłada farbę; skupia się na rzeczach najistotniejszych: twarzy, dłoniach, ubiór zazwyczaj potraktowany jest dosyć „luźno”, „wrażeniowo”, a cała reszta zostaje jedynie zasugerowana. Potrafi oddać psychologiczne napięcie w portretach, atmosferę konkretnego spotkania, nastrój chwili, ale też pogodę, chłód zimowego poranka, zaduch w izbie z tańcami etc. Załączam kilka zdjęć z obrazami i zachęcam do odnalezienia więcej w necie.
Anders Zorn - Autoportret (1915) https://pl.wikipedia.org/wiki/Anders_Zorn
Anders Zorn: Emma Zorn, reading, 1887 https://en.wikipedia.org/wiki/Anders_Zorn#/media/File:Anders_Zorn_-_Emma_Zorn,_L%C3%A4sande.jpg
https://utulethule.pl/anders-zorn-1860-1920/
Malarstwo Zorna miało niemały wpływ także na artystów polskich oraz rosyjskich przełomu XIX i XX w. Posłużę się cytatem Jana Skotnickiego ze sławnych jego wspomnień „Przy sztalugach i przy biurku” ostatnio wznowionych, których jestem szczęśliwą posiadaczką. Przy okazji chciałabym dodać, że te wspomnienia zostały solidnie wydane przez Publiczne Ognisko Plastyczne im. Jana Skotnickiego w Grodzisku Mazowieckim. Jest to pierwsze kompletne wydanie pełnego tekstu wspomnień, bez cenzury, z zachowaniem oryginalnego stylu autora. Szczerze polecam.

„W tym okresie rewelacją dla Petersburga była wystawa szwedzkiego malarza Zorna. Ludowość tematów, klimat północy były Rosji niezwykle bliskie, przy czym zdumiewała zręczność techniczna twórcy, który po wystawie urósł w Petersburgu do roli reformatora. Nie wiem, czy on sam dowiedział się kiedykolwiek o tym, że nazwisko jego przez długie lata nie schodziło z ust młodych rosyjskich malarzy. Przystąpiono zatem do malowania scen ludowych „po zornowsku”, a nawet wykwintne portrety robiono „a la Zorn”. Oczywiście sztukę tego malarza ujęli Rosjanie po swojemu. U jego naśladowców technika przyjęła Formy śmielsze, choć może brutalniejsze, a rozmiary kompozycji bardziej gigantyczne. Z niego narodził się Malawin ze swoimi czerwonymi babami, które zrobiły w tej epoce takie wrażenie na Zachodzie. (…) Za Zornem usiłował pójść w portretach nawet Repin, a także Bast. Z Polaków petersburskich uległ urokowi Szweda Konrad Krzyżanowski.”
W ubiegły czwartek wybraliśmy się z mężem na otwarcie wystawy świetnego współczesnego szwedzkiego malarza, Nicka Alma, którego malarstwo porównywane jest do jego wybitnego rodaka, Andersa Zorna. Obrazy Alma odkryłam w internecie jakieś 2-3 lata temu i uważam, że technicznie jest bardzo dobry. Z resztą, skończył Florencką Akademię Sztuk Pięknych, którą od dawna obserwuję na FB, gdzie uczą wspaniałego realistycznego rysunku i malarstwa, czego Nick Alm jest żywym dowodem. Studiował także w innych prestiżowych uczelniach Gothenburg (Szwecja), Nowym Jorku (USA), Stavern (Norwegia) oraz w Paryżu (Francja). Sposób w jaki operuje pędzlem przywodzi mi na myśl amerykańskich malarzy współczesnych takich jak Jeremy Lipking, Ben Aronson, Aaron Westerberg czy Aldo Balding. Szkoła amerykańska wykuwa na prawdę genialnych malarzy.
Jeśli chodzi o tematykę jaką porusza, to kompozycje przedstawiające codzienne sceny i studia postaci ludzkich, ale chyba najbardziej znany jest z malowania pięknych, młodych kobiet w różnych przestrzeniach, w różnych aranżacjach. Starannie reżyseruje swoje kompozycje; momentami są mroczne i dziwne, niepokojące, czasem erotyczne, bywa, że dwuznaczne. Nie wszystkie mi się podobają. Ale trzeba przyznać, że warsztatowo jest świetny. Oprócz obrazów olejnych na wystawie znalazło się kilka akwareli, równie fantastycznych. Wernisaż miał miejsce w nowo otwartej galerii Manifest[o] w Warszawie. Dobrze, że przyszliśmy 15 minut wcześniej, by móc obejrzeć prace artysty. Później pojawiły się tłumy i z oglądania nici, więc szybciutko się wymiksowaliśmy. Pewnie przyjdziemy ponownie, żeby na spokojnie podelektować się szwedzkim malarstwem, bo warto. Więcej na: https://nickalm.com/


Jak Państwo już zdążyli zauważyć zachwycam się nie tylko tematyką, kompozycją czy nastrojem, ale i indywidualnym podejściem do malarstwa, warsztatem. Kiedyś już pisałam o tym na SN, o dotknięciu pędzla, sposobie nakładania farb, które jest niczym podpis autora. Wydaje się, że od czasów Skotnickiego wiele się zmieniło; zanika indywidualność artystów w Polsce, których można było rozpoznać po uderzeniu pędzla, geście malarskim.
„W Polsce, a tak samo w Rosji, stawałem przed obrazem z okrzykiem: „Ach! Jakiż to talent!”, po czym biegłem zobaczyć podpis, by dowiedzieć się, kto nim jest, a we Francji, kiedy chodziłem po wystawach, coraz to wyrywało mi się: „Ach! Jakiż to dobry obraz!” I długo patrzyłem nań, często nie interesując się nawet, kto go namalował. Widziałem tylko dzieło sztuki, które mnie pochłaniało.Otóż to różnica zasadnicza między Francuzami a nami: oni mają wspaniałe obrazy, my zaś tylko wspaniałe talenty - bez obrazów.
To wrażenie, sądzę, powstaje stąd, że my, a w szczególności Rosjanie, zwracamy uwagę na żonglerstwo techniczne, powierzchowne wartości; Francuzi technikę mają tak opanowaną, że jej nie pokazują, traktują ją z wielką dyskrecją i umiarem. Służy ona u nich do wypowiadania tego, co chcą powiedzieć, my zaś chwalimy się techniką i pokazujemy ją, nie mając nic innego do powiedzenia”.
To ciekawa obserwacja, ale niekoniecznie się z nią zgadzam. Teraz, z resztą czasy się zmieniły, a umiejętności warsztatowe dawno zeszły na plan dalszy. Liczy się temat, najlepiej krzykliwy, szok jaki zostaje wywołany w odbiorcach, czego przykładem jest skandal na Ogólnopolskim Konkursie Malarstwa „Bielska Jesień”. Przykładów litościwie nie załączam.
Każda epoka ma swoje kanony piękna. Akademie mają swoje wzloty i upadki. Poniżej jeszcze jeden ciekawy cytat ze Skotnickiego:
„W Krakowie, również jak w Petersburgu, natrafiłem na na świeżo przeprowadzoną reformę uczelni artystycznej. Reorganizacja krakowska była jednak diametralnym przeciwieństwem tego, co dokonano w Petersburgu. Tam bowiem wprowadzono wielkie utrudnienia przy wstępowaniu do Akademii; czyniono to zarówno pod względem oceny uzdolnień artystycznych, jak i pod względem cenzusu ogólnonaukowego: w Krakowie, przeciwnie, otworzono na oścież mury szkolne bez względu na stopień wykształcenia i zdolności artystyczne. W Petersburgu kładziono nacisk na ćwiczenia kompozycyjne, w Krakowie zaś zupełnie pomijano ten dział. W Petersburgu wprowadzono ścisłą kontrolę zajęć szkolnych, w Krakowie zniesiono ją zupełnie. Petersburg wprowadził prace dyplomowe i kończącym wręczał dyplomy na artystów, Kraków dyplomy zniósł, pozostawiając je tylko dla tych, którzy chcieli zostać nauczycielami gimnazjalnymi. Akademia petersburska nie dawała uczniom żadnych przywilejów wojskowych, gdyż z nimi już przychodzili uczniowie ze szkół średnich, krakowska zaś, przyjmując wszystkich, nadawana te prawa tym, którzy w jej murach przebywali dwa lata. Zgromadziło to na uczelni całe zastępy amatorów jednorocznej służby wojskowej bez jakichkolwiek zainteresowań prawdziwą sztuką.
Kraków przez reformę zdemokratyzował uczelnię do absurdu, wprowadzając do szkoły ciasnotę oraz atmosferę analfabetyzmu. (…) Pod pozorem nienarzucania indywidualizmu profesorskiego uczniom, ograniczono kontakt uczniów z profesorami, doprowadzając korektę profesorską w klasie do jednej godziny tygodniowo.Tym samym kontakt profesora z uczniem trwał nie więcej niż trzy minuty na tydzień.(…)
Osiem godzin dziennie rysowano i malowano pokraczne, rachityczne modele i modelki, co doprowadziło do ostatecznego ogłupienia uczniów. Ta bezmyślność nauki zmechanizowanie jej sprawiły, że uczniowie, którzy profesorom wydawali się genialnymi malarzami i otrzymywali złote medale, później zostawali marnymi średniakami.”
Czasami pewne sprawy zostają po staremu; jeśli nie bywasz w towarzystwie i nie należysz do koterii, to nie istniejesz. Jako kompletny outsider, artysta niszowy znikąd, nie mam innego wyjścia jak tylko zgodzić się ze słowami Jana Skotnickiego:
„(…) stempel przybysza warszawskiego w Krakowie, a Galicjanina w Warszawie przy śmiesznych antagonizmach zaściankowych nie ułatwił mi życia. (…) Nie wiedziano do jakiego obozu malarskiego mnie zaliczyć i jaką nadać etykietę.(…)
Ta osobność mściła się na mnie przez całe życie. Człowiek idący własnymi ciężkimi, nienależący do koterii, obozów, stronnictw, mafii - wszystko jedno, jak to nazwiemy - istnieć nie może, a przynajmniej nie może się wybić bez należytej reklamy, a reklama też nie leżała w moim charakterze.”
Bywa, że nachodzą mnie smutne przemyślenia, że u nas niemożliwe jest takie funkcjonowanie akademii jak chociażby we Florencji, gdzie studiował Alm. Na naszych rodzimych uczelniach rzetelność malarska brana jest za taniochę, prowincjonalność, a biegłość warsztatowa za hołdowanie przeżytkowi i generalnie jest passe. Rzadko się zdarza, żeby ktoś z takim rozmachem jak Alm malował realistycznie. A przecież tacy artyści na pewno są, tyle że ukryci i pewnie niedocenieni. Tym bardziej dziwi, że taka wystawa ma miejsce i to do tego w Warszawie. Frekwencja była zaskakująco wysoka. Czy ten fakt coś zmieni? Pożyjemy, zobaczymy, jak to mówią.
**************
Czasem żałuję, że nie miałam szans na studia w takiej Florencji, ale wtedy nie byłoby mnie tutaj, w tym miejscu i może w ogóle byłabym kimś zupełnie innym…
Dziękuję ojcu Stanisławowi za długą pionującą rozmowę, takie prywatne rekolekcje o tym, jak ważne są ćwiczenia duchowe.
Ja tymczasem cały czas maluję po swojemu i wiem, że z obrazu na obraz moje prace są coraz lepsze. Załączam poniżej dwie prace malarskie: pejzaż, ostatni obraz 2025 roku i pierwszy obraz namalowany w nowym roku - portret Mamy mojego męża. Mam szczęście mieć wspaniałą teściową. Mam nadzieję, że tym obrazem zrobię jej przyjemność.
„Rzeczka Jeziorka. Okolice Prażmowa", obraz olejny 46 x 38 cm.
„Mama Bożenka i kot”, obraz olejny 30 x 40 cm.
Już pracuję nad kolejnymi płótnami, a ukończone prace regularnie udostępniam na FB oraz na stronie z obrazami https://slodkowska.pl/
Jak wyglądał artystycznie mój rok 2025? Ciekawych zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku: https://www.facebook.com/reel/1785752995613146
Zapraszamy też do naszego sklepiku ze sztuką https://www.ahart.pl/ , a także do subskrypcji, wtedy będą mogli Państwo dowiadywać się o nowościach jako pierwsi oraz o różnych promocjach czasowych i zniżkach TYLKO dla subskrybentów.
I jeszcze informacja dla tych wszystkich, którzy mieszkają w Ostrowcu Świętokrzyskim lub okolicach. W najbliższą środę, 21 stycznia o godz. 17:00 w MCK w Ostrowcu odbędzie się komiksowe spotkanie z Hubertem. Zapraszamy!

tagi: malarstwo czajkowski słodkowska skotnicki zorn alm
|
|
agnieszka-slodkowska |
| 18 stycznia 2026 10:55 |
Komentarze:
|
|
valser @agnieszka-slodkowska |
| 18 stycznia 2026 14:47 |
To jest przepis na ciasto z zakalcem...
"Kraków przez reformę zdemokratyzował uczelnię do absurdu, wprowadzając do szkoły ciasnotę oraz atmosferę analfabetyzmu. (…) Pod pozorem nienarzucania indywidualizmu profesorskiego uczniom, ograniczono kontakt uczniów z profesorami, doprowadzając korektę profesorską w klasie do jednej godziny tygodniowo.Tym samym kontakt profesora z uczniem trwał nie więcej niż trzy minuty na tydzień.(…)
Osiem godzin dziennie rysowano i malowano pokraczne, rachityczne modele i modelki, co doprowadziło do ostatecznego ogłupienia uczniów. Ta bezmyślność nauki zmechanizowanie jej sprawiły, że uczniowie, którzy profesorom wydawali się genialnymi malarzami i otrzymywali złote medale, później zostawali marnymi średniakami.”
Naprodukowali ludzi co chodza na skroty, leni patentowanych, pretensjonalnych idiotow bez talentu, za to z duzymi pretensjami do tego, zeby ich szajs uznac za erupcje talentu. Teraz to jest jeszcze wieksza kaszana bo takie niekompetentne i niewykwalifikowane fonfle jak Jaro Modzelewski sa profesorami.
A przeciez wystarczy troche postawic sprawy z glowy na nogi, do tego troche ambicji, checi i woli, i wyniki sa zupelnie oczywiste, co widac golym okiem w postaci Twoich prac i Huberta.
|
|
Kuldahrus @agnieszka-slodkowska |
| 18 stycznia 2026 14:50 |
" Na naszych rodzimych uczelniach rzetelność malarska brana jest za taniochę, prowincjonalność, a biegłość warsztatowa za hołdowanie przeżytkowi i generalnie jest passe. Rzadko się zdarza, żeby ktoś z takim rozmachem jak Alm malował realistycznie. A przecież tacy artyści na pewno są, tyle że ukryci i pewnie niedocenieni."
U nas uczelnie to chyba w większości miejsca wyglądające tak jak to Skotnicki opisał, gdzie działają różnorakie koterie i grupy do których musisz się wpisać, a reszta się nie liczy.
|
|
gabriel-maciejewski @agnieszka-slodkowska |
| 18 stycznia 2026 19:52 |
Czy czytasz książkę Zygmunta Kamińskiego?
|
Trzy-Krainy @agnieszka-slodkowska |
| 18 stycznia 2026 19:58 |
Pani Agnieszko, piękne obrazy. Jako laikowi w sprawach malarstwa wydaja mi się, że obraz z rzeką Jeziorką szczególnie dobrze przedstawia perspektywę: kilka liści trawy i gałązka z uschniętymi liśćmi precyzyjnie odmalowane - na dole, woda z oddaniem głębi - przy przeciwległym brzegu, no i ten daleki szary pas lasu jako tło. To takie kilka spojrzeń w przestrzeń, by oddać perpektywę, rzeczywistą.
|
Paris @agnieszka-slodkowska |
| 18 stycznia 2026 20:05 |
A ja sie bardzo ciesze, ze...
... wyszedl Ci wpis, taki jaki wyszedl,... bo wyszedl swietny wpis !!!
No i od razu musze napisac, ze to malarstwo tradycyjne tak szybko nie zejdzie do lamusa, jak to wydaje sie, ze ,,Fszystkie znaki na ziemi,, pokazuja.
Uwazam tak dlatego, ze w ubiegly piatek odwiedzilam, osobiscie, POP w Grodzisku Mazowieckim i odebralam ksiazke Jana Skotnickiego ,,Przy sztalugach i przy biurku,,. Kosztowalo mnie to troche nerwow i czasu, bo nie jestem osoba ,,nowoczesna,, ale za to ksiazke wydala mi bardzo sympatyczna Pani, ktora opiekuje sie grupa sluchaczy w tymze ognisku. Przy okazji ,,ucielam,, sobie z Pania bardzo mila i ciekawa rozmowe. Okazalo sie, ze POP w Grodzisku jest najstarszym ogniskiem plastycznym w Polsce,... w przyszlym roku beda obchodzic 80-te urodziny i mam nadzieje, ze beda to obchody HUCZNE. Do tego dostalam piekny folder z pieknymi pracami malarskimi sluchaczy tego ogniska, a sa to dzis dzieci i mlodziez, liczace sobie od kilku do kilkunastu lat,... chyba nawet sa sluchacze innych narodowosci niz polska. Tak przynajmniej wnioskuje po obco brzmiacych nazwiskach.
Pani powiedziala mi, ze ci mlodzi sluchacze przychodza do ogniska na zajecia regularnie, od kilku lat i z wielka pasja w nich uczestnicza. I chocby nawet na podstawie powyzszego sadze, ze malarstwo tradycyjne MA PRZYSZLOSC, bo prace tej mlodziezy sa naprawde bardzo ladne.
Zaprosila mnie rowniez na comiesieczny wernisaz na poczatku lutego i mam zamiar z niego skorzystac.
No i wreszcie ta ksiazka z bardzo oryginalna okladka. Pani powiedziala, ze Pan Gabriel sprawil, ze do ogniska ,,rozdzwonily sie telefony,, jak nigdy dotad,... po prostu byli w szoku i zaskoczeni tak wielkim zainteresowaniem ta ksiazka.
W marcu ma sie odbyc jeszcze jakas impreza plenerowa, gdzie bedzie mozna nabyc te ksiazke, bo jeszcze troche jej maja, ale to beda oglaszac na ich stronie internetowej.
Jednym slowem, Agnieszko, ufam, ze Pan Bog nie dopusci do znikniecia malarstwa tradycyjnego,... bo jest ono NAZBYT PIEKNE.
Jak zawsze pozdrawiam serdecznie moich ULUBIONYCH i NAJLEPSZYCH w Polsce ARTYSTOW - Ciebie Agnieszko i Meza Twojego Huberta i zycze wszystkiego najlepszego w nowym 2026 roku, a przede wszystkim zdrowka i realizacji wszystkich artystycznych planow i zamierzen.
|
Paris @Trzy-Krainy 18 stycznia 2026 19:58 |
| 18 stycznia 2026 20:15 |
Mnie tez...
... bardzo sie spodobal ten obraz !!!
|
|
agnieszka-slodkowska @valser 18 stycznia 2026 14:47 |
| 18 stycznia 2026 20:54 |
Dziękuję Piotr za komentarz. Jest spora grupa tych co nie chcą "stawiać spraw z głowy na nogi" i to oni mają gwanacje.
|
|
agnieszka-slodkowska @Kuldahrus 18 stycznia 2026 14:50 |
| 18 stycznia 2026 20:55 |
Netstety chyba tak. Ja na szczęście nie mam już żadnego komntaktu z uczelniami.
|
|
agnieszka-slodkowska @gabriel-maciejewski 18 stycznia 2026 19:52 |
| 18 stycznia 2026 20:55 |
O, dobrze, że mi przypomniałeś! Jest następna w kolejce ;)
|
|
agnieszka-slodkowska @Trzy-Krainy 18 stycznia 2026 19:58 |
| 18 stycznia 2026 20:57 |
Serdecznie ojcu dziękuję za miłe słowa. Trafne spostrzeżenia :)
|
|
agnieszka-slodkowska @Paris 18 stycznia 2026 20:05 |
| 18 stycznia 2026 21:00 |
Dziękuję bardzo za wnikliwy komentarz. Bardzo się cieszę, że nie wszystko stracone!
Pozdrawiamy serdecznie i również życzymy wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2026!
|
|
Zyszko @agnieszka-slodkowska |
| 19 stycznia 2026 11:43 |
Dzięki za malarską polecajkę i za relację z wystawy.
Co do studiów to moja Żona napatrzyła się w Poznaniu na tyle patologii, że szkoda gadać. Generalnie wyglądało to tak, że utalentowane dzieciaki z liceów plastycznych były skutecznie zniechęcane przez profesorów do wszelkich prób malarstwa figuratywnego. Nie wiem jak jest teraz, ale nie sądzę, że lepiej.
Pejzaż i portret jak zwykle świetne. Twoje malowane rzeki przypominają mi dzieciństwo spędzane nad Pokrzywianką, gdzie łaziliśmy w tajemnicy przed dziadkami. Nostalgia i jakaś taka tęsknota za tymi pół-dzikimi czasami...
|
|
agnieszka-slodkowska @Zyszko 19 stycznia 2026 11:43 |
| 19 stycznia 2026 17:00 |
Dzięki Paweł za komentarz i dobre słowo.
Miejmy nadzieję, że kiedyś w końcu zmieni się nauczanie z prawdziwą korzyścią dla dla studiujących, dla odbiorców i dla samej sztuki.