-

agnieszka-slodkowska

Sztuka inwestowania w sztukę + mistrz portretu, John Singer Sargent

Ostatnio odwiedziła nas nasza przyjaciółka jeszcze z czasów liceum plastycznego i tak sobie rozmawialiśmy o różnych ważnych i mniej ważnych sprawach. W pewnym momencie spytała kiedy coś autentycznie nas zachwyciło. To nie musi być obraz czy w ogóle malarstwo… To może być piękny widok, film, muzyka, gest, cokolwiek. Zdaliśmy sobie sprawę, że łatwiej nam przywołać rozczarowanie niż zachwyt. Pogoda za oknem ponura, a po tak niewesołej konstatacji i nam się trochę ponuro zrobiło… Tłusty czwartek, pączek z konfiturą różaną, łyk gorącej herbaty i Magda pierwsza zaczęła wspominać swoje zachwyty. Potem ja. Hubert nie mógł sobie przypomnieć. Może mężczyźni mają trudniej?…

Powyżej ostatnio ukończony portret mojej drugiej przyjaciółki, Agnieszki, z którą znam się od dzieciństwa.

W pokoju na ścianie wisi kilka moich obrazów i klika prac Huberta. Czasem ekspozycja się zmienia, kiedy jakaś praca zostanie sprzedana, ale są też takie, z którymi nie zamierzamy się nigdy rozstać. Lubimy na nie patrzeć. Dobrze jest mieć coś na ścianie; niech to będzie zdjęcie ukochanej osoby, nie żeby od razu obraz czy grafika, żeby móc sobie tak po prostu, pijąc herbatkę, popatrzeć i przywołać miłe wspomnienie…

Portret ś.p. Pana Zbyszka. 

Jeśli chodzi o tworzenie kolekcji, to artyści mają łatwiej, bo skoro sami są twórcami, to mają co powiesić na ścianie. Czasem wymieniamy się z zaprzyjaźnionymi artystami na obrazy czy rysunki. My na prawdę lubimy nasze prace, dlatego też w całkiem sporej liczbie, wiszą u nas na ścianach. Jedyną konkurencją dla nich są książki, których również jest niemało.

Kawałek naszej domowej kolekcji :)

Czy zatem tworzenie kolekcji jest trudniejsze dla osób, które same nie zajmują się sztuką? Możliwe, ale niekoniecznie. Czy wszystkim jest to potrzebne? Zdecydowanie nie. Czy w kolekcjonowaniu chodzi tylko o inwestycję czy o czystą przyjemność obcowania z czymś miłym dla oka? Czy można się zachwycać jedną rzeczą przez wiele lat? (Można!). Co wiemy o inwestowaniu w sztukę? Jak znani i lubiani (bądź nie) tworzą swoje kolekcje? Czy kupują dzieła, tych których szeroko lansują, czy może tych których podziwiają skrycie? Jak może Państwo pamiętają, Pani Wróblewska nie zdecydowała się zainwestować w awangardową sztukę współczesną, choć sama takową forsuje (rozbrajająca odpowiedź na pytanie red. Mazurka). Ciekawe dlaczego? Pani Anda Rottenberg na pniu wyprzedawała swoją awangardową kolekcję, czyżby wyczuła zmieniające się koniunktury? Czy Prezes żegnający zmarłego malarza Macieja Dowgiałłę, ma u siebie na ścianie któryś z jego obrazów? 

Na pochmurną pogodę, specjalnie dla czytelników SN, jeden z moich słonecznych obrazów z kwiatami :). Zaglądajcie Państwo do mojej wirtualnej galerii na https://slodkowska.pl/ oraz do naszego sklepiku ze sztuką https://www.ahart.pl/ , gdzie co jakiś czas pojawiać się będą nowości.

 

Kiedyś wpadł mi w oko tekst na fb: "Zasady inwestowania w sztukę wg Marka Roeflera", który poniżej załączam: ( https://www.facebook.com/niezlasztuka.net )

 Marek Roefler, właściciel prywatnej galerii Villa la Fleur oraz założyciel i prezes firmy deweloperskiej Dante, od lat kolekcjonuje prace artystów z kręgu Ecole de Paris. W jego zbiorach można znaleźć wybitne dzieła m.in. Tatry Łempickiej, Mojżesza Kislinga, Henri Heydena, Eugeniusza Zaka oraz wielu innych twórców. W 2010 postanowił udostępnić je publiczności, tworząc Villę La Fleur w Konstancinie-Jeziornie.
W ciekawej rozmowie z magazynem Forbes, Marek Roefler podzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat kolekcjonerstwa. Ponieważ artykuł jest tylko w dostępnie płatnym, pokrótce streszczamy zasady inwestowania w sztukę.
Zawsze kupuj oryginalną sztukę , jeśli nie stać Cię na drogich artystów, to kupuj początkujących, jeszcze nieznanych.
Dziesięć procent majątku miej w sztuce. Jest to znakomita lokata kapitału, a zarazem przyjemność dla oka.
Nie kupuj w „w ciemno” - zawczasu dowiedz się o pracy, o jej historii, proweniencji i oczywiście, o samym artyście.

Zachowaj trzeźwość umysłu przy licytacji. Trzymaj się ustalonego limitu. Nie licytuj po alkoholu ;)
Kupuj sztukę, która podoba się Tobie i domownikom.
Jeśli wpadło Ci w oko dzieło żyjącego artysty, to postaraj się go poznać osobiście.

Ostatni autoportret J.S. Sargenta z 1906 dla Galerii Uffizi we Florencji

Gdybym miała odpowiednie środki inwestowałabym w wielką sztukę :) Na 100% w kolekcji znaleźliby się wspomniani już w poprzednich artykułach: Joaquín Sorolla y Bastida i Anders Zorn Kolejnym byłby John Singer Sargent. I to dziś o nim trochę napiszę. Nim przejdę do Sargenta, załączam poniżej nieco szokujący cytat z pamiętników Skotnickiego:

W okresie wojny [1914-1918] panowała niezwykła łatwość sprzedaży obrazów. Malarze zarabiali wiele, szczególnie „firmowcy”. Ten pęd do zakupów dzieł sztuki szedł w parze z dewaluacją pieniądza i ucieczką przed nim, a że w okresie wojny wielu ludzi zarabiało dobrze i łatwo, nic dziwnego, że to mecenasostwo utrzymywało się, jak długo trwała dewaluacja, a ta przeciągała się jeszcze całe lata po światowej wojnie.
Malarze tej epoki posługiwali się przeważnie akwarelą i pastelami. Wypływało to z ogromnego braku w czasie wojny tłuszczów. Farby olejne albo były niewspółmiernie drogie, albo w ogóle ich nie było. Artyści musieli tym samym posługiwać się kolorowymi kredkami i akwarelą. Prace malowane tymi technikami łatwiej też było przenosić w wojskowych tornistrach. Wielu artystów po wojnie tak rozsmakowało się w technice akwarelowej, że pozostali jej wierni jeszcze przez szereg lat.

Wenecja- jedna z wielu akwarel namalowana przez Sargenta. 

John Signer Sargnet urodził się w 1856 roku we Florencji, zmarł w 1925 roku w Londynie. Był amerykańskim artystą uważanym za czołowego portrecistę swojego pokolenia. Stworzył około 900 obrazów olejnych i ponad 2000 akwarel, a także niezliczone szkice i rysunki węglem. Jego twórczość dokumentuje podróże po całym świecie, od Wenecji po Tyrol, Korfu, Capri, Hiszpanię, Bliski Wschód, Montanę, Maine i Florydę.

Jego rodzice, Fitzwilliam Sargent i Mary Newbold po śmierci starszej siostry Johna (która zmarła w 1853 roku w wieku dwóch lat) oraz z powodu choroby Mary (załamanie nerwowe) przenieśli się do Europy. Tam urodziło się pięcioro ich dzieci, z których dzieciństwo przeżyli John, Emily i Violet.

Matka zauważyła, że ​​syn „całkiem ładnie szkicuje i ma niezwykle bystre i celne oko", dlatego też zdecydowano kształcić go w tym kierunku. W wieku trzynastu lat pobierał lekcje akwareli u Carla Welscha, niemieckiego malarza pejzażysty. Choć jego edukacja była daleka od ukończenia, Sargent wyrósł na wykształconego i kosmopolitycznego młodzieńca, utalentowanego w sztuce, muzyce i literaturze. Biegle władał językiem angielskim, francuskim, włoskim i niemieckim. Następnie podjął studia na Akademii we Florencji. Potem zdecydował się wyjechać do Francji, by szlifować dalej swój warsztat. W Paryżu lekcje pobierał u Carolusa Durana, słynnego paryskiego portrecisty. Nauki u Duranda pobierał do 1878 roku, w tym czasie uczęszczał na wykłady do École des Beaux-Arts, a także na nauki malarstwa u Léona Bonnata. 

Ten niewiarygodnie dobry portret swojego nauczyciela, Carolusa Durana, Sargent namalował w wieku 23 lat! O wczesnej twórczości Sargenta Henry James napisał, że artysta prezentował „niesamowity spektakl talentu, który u progu kariery nie ma się już czego uczyć”.

Po opuszczeniu pracowni Carolusa-Durana, Sargent odwiedził Hiszpanię. Tam z pasją studiował malarstwo Velázqueza, chłonąc technikę mistrza. Podczas podróży zbierał pomysły na przyszłe dzieła. Zafascynowała go hiszpańska muzyka i taniec. Podróż ta rozbudziła również w nim własny talent muzyczny (niemal dorównujący talentowi artystycznemu), który znalazł wizualny wyraz w jego wczesnym arcydziele „El Jaleo” /"Hiszpańska tancerka" (1882) .

Podróże do Włoch dostarczyły mu szkiców i pomysłów na kilka weneckich obrazów rodzajowych przedstawiających sceny uliczne, które skutecznie uchwyciły gesty i pozy, przydatne w późniejszych portretach. Po powrocie do Paryża Sargent szybko otrzymał kilka zleceń na portrety. Jego kariera nabrała rozpędu. Wykazał się niebywałą koncentracją i determinacją, co z kolei pozwoliło mu malować z rzemieślniczą wytrwałością przez następne dwadzieścia pięć lat. Luki między zleceniami wypełnił wieloma niezależnymi portretami przyjaciół i współpracowników. Jego dobre maniery, perfekcyjny francuski i wielki kunszt sprawiły, że wyróżniał się wśród młodych portrecistów, a jego sława szybko się rozprzestrzeniła. Z przekonaniem ustalał wysokie ceny i odrzucał niesatysfakcjonujących modeli.

Najlepsze portrety Sargenta ukazują indywidualność i osobowość modelek i modeli; jego najzagorzalsi wielbiciele uważają, że "dorównuje mu w tym tylko Velázquez", który był jednym z największych autorytetów Sargenta. Urok hiszpańskiego mistrza jest widoczny w obrazie „Córki Edwarda Darleya Boita” z 1882 roku, gdzie artysta nawiązuje do obrazu „Panny dworskie” Velázqueza.

"Córki Edwarda Darleya Boita” (1882)

Sargent śmiało próbuje różnych podejść do każdego nowego wyzwania, wykorzystując tutaj zarówno nietypową kompozycję, jak i oświetlenie, aby uzyskać porządany efekt.

Uwielbiał malarswto mistrzów, a dzięki swoim licznym podróżom, mógł ich dzieła podziwiać na żywo. Mawiał: „W Wenecji nauczyłem się niezmiernie podziwiać Tintoretta i uważać go za drugiego po Michale Aniele i Tycjanie”.

Jego najbardziej kontrowersyjne dzieło, Portret Madame X (Madame Pierre Gautreau) (1884), jest obecnie uważane za jedno z jego najlepszych dzieł i było jego ulubionym; w 1915 roku stwierdził: „Myślę, że to najlepsza rzecz, jaką zrobiłem”. Zaprezentowany w Paryżu na Salonie w 1884 roku, obraz wywołał tak negatywną reakcję, że prawdopodobnie skłonił Sargenta do przeprowadzki do Londynu. Pewność siebie skłoniła Sargenta do podjęcia ryzykownego eksperymentu w portrecie – ale tym razem niespodziewanie przyniósł on odwrotny skutek. Obraz nie został zamówiony przez kobietę na portrecie, artysta zabiegał o tę możliwość, zupełnie inaczej niż w przypadku większości jego portretów, gdzie klienci sami go szukali. Sargent napisał do znajomego: "Bardzo pragnę namalować jej portret i mam powody, by sądzić, że się na to zgodzi, i czekam, aż ktoś zaproponuje mi ten hołd dla jej urody. ...możesz jej powiedzieć, że jestem człowiekiem o niezwykłym talencie". Ukończenie obrazu zajęło ponad rok. Pierwsza wersja portretu Madame Gautreau, ze słynnym głębokim dekoltem, białą, pudrowaną skórą i arogancko przechyloną głową, przedstawiała celowo sugestywne ramiączko sukni z odkrytym ramieniem, tylko po prawej stronie, co nadało całości bardziej śmiały i zmysłowy efekt. Sargent dodał ramiączko, aby spróbować stłumić zamieszanie, ale szkoda już została wyrządzona. Zlecenia francuskie wyschły i w 1885 roku powiedział swojemu przyjacielowi Edmundowi Gosse’owi, że rozważa porzucenie malarstwa na rzecz muzyki lub biznesu. Sargent trzymał obraz w widocznym miejscu w swojej londyńskiej pracowni, aż do sprzedaży go Metropolitan Museum of Art w 1916 roku, po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych, kilka miesięcy po śmierci Gautreau. 

Portret Madame X - wersja ostateczna, poprawiona.

Przed przybyciem do Anglii Sargent zaczął wysyłać obrazy na wystawę do Królewskiej Akademii. Wśród nich znalazły się portrety „Dr. Pozzi at Home” (1881), ekstrawaganckie dzieło w kolorze czerwonym i jego pierwszy portret mężczyzny w pełnej postaci, a także bardziej tradycyjny obraz „Pani Henry White” (1883). Kolejne zlecenia na portrety zachęciły Sargenta do przeprowadzki do Londynu w 1886 roku, gdzie osiadł w artystycznej społeczności Chelsea.

Angielscy krytycy początkowo nie byli przychylni, krytykując Sargenta za jego „sprytne francuskie posługiwanie się farbą". Jeden z recenzentów, oglądając jego portret pani White, opisał Sargenta technikę jako „twardą” i „niemal metaliczną”, „bez smaku ekspresji, powietrza ani modelowania”. 

Jego pierwsza podróż do Nowego Jorku i Bostonu jako zawodowego artysty w latach 1887–1888 zaowocowała ponad 20 ważnymi zleceniami, w tym portretami Isabelli Stewart Gardner, słynnej bostońskiej mecenaski sztuki. W Bostonie Sargent został uhonorowany swoją pierwszą wystawą indywidualną, na której zaprezentowano 22 jego obrazy.

Po powrocie do Londynu Sargent szybko znów znalazł zajęcie. Jego metody pracy były już wówczas dobrze ugruntowane, wzorowane na sposobie pracy innych mistrzów portretu. Po uzyskaniu zlecenia poprzez negocjacje, które sasmodzielnie prowadził, Sargent odwiedzał dom klienta, aby zobaczyć, gdzie obraz ma wisieć. Często przeglądał garderobę klienta, aby dobrać odpowiednie stroje. Niektóre portrety powstawały w domu klienta, ale częściej w jego pracowni, dobrze wyposażonej w meble i materiały tła, które dobierał dla uzyskania odpowiedniego efektu. Zazwyczaj wymagał od klientów ośmiu do dziesięciu sesji, choć starał się uchwycić twarz modela za jednym razem. Zazwyczaj utrzymywał miłą rozmowę, a czasami robił sobie przerwę i grał na pianinie dla swojego modela. Sargent rzadko używał szkiców ołówkiem lub farbami olejnymi, zamiast tego nakładał farbę bezpośrednio. Na koniec wybierał także odpowiednią ramę.

Gama pigmentów regularnie używanych przez Sargenta obejmowała: „Żółcień marsową (syntetyczny tlenek żelaza) i żółcień kadmową; zieleń viridian i szmaragdową, czasami zmieszane; cynober i czerwień marsową, zarówno same, jak i zmieszane; marzannę; syntetyczną ultramarynę lub błękit kobaltowy; oraz czerń kość słoniową, sienę i brąz marsowy”. Sargent nie miał asystentów. Sam zajmował się wszystkimi zadaniami, takimi jak przygotowanie płócien, werniksowanie obrazu, organizacja fotografii, transportu i dokumentacji. Zarabiał około 5000 dolarów za portret, czyli około 130 000 dolarów w dzisiejszych cenach. Niektórzy amerykańscy klienci podróżowali do Londynu na własny koszt, aby mistrz namalował ich portret.

W czasach, gdy świat sztuki koncentrował się na impresjonizmie, fowizmie i kubizmie, Sargent uprawiał własną formę realizmu, która zawierała błyskotliwe nawiązania do Velázqueza, van Dycka i Gainsborough. Jego pozornie nieskrępowana umiejętność parafrazowania mistrzów w sposób współczesny zaowocowała serią zamówionych portretów o niezwykłej wirtuozerii . 

Na jego twórczość duży wpływ mieli impresjoniści. Sargent okazjonalnie korzystał także z fotografii jako pomocy w kompozycji. Chociaż brytyjscy krytycy zaliczali Sargenta do obozu impresjonistów, francuscy impresjoniści byli innego zdania. Jak później stwierdził Monet: „Nie jest on impresjonistą w naszym rozumieniu tego słowa, jest zbyt pod wpływem Carolusa-Durana”.

W latach 90. XIX wieku otrzymywał średnio czternaście zleceń portretowych rocznie. Jednym z najpiękniejszych był portret dostojnej Lady Agnew z Lochnaw z 1892 roku. Jako portrecista w wielkim stylu, Sargent odniósł niezrównany sukces; portretował postacie jednocześnie szlachetne i często obdarzone nerwową energią. Nazywano go „Van Dyckiem naszych czasów”.


Portret Lady Agnew z Lochnaw (1892).

Działał także w Stanach Zjednoczonych. Za Oceanem zyskał popularność dzięki portretom wybitnych osób. Singer namalował m.in. Roosevelta oraz Rockefellera.

W 1900 roku Sargent był u szczytu sławy. Choć miał zaledwie czterdzieści lat, Sargent zaczął więcej podróżować i poświęcać stosunkowo mniej czasu malarstwu portretowemu. W latach 1900–1907 kontynuował swoją działalność malarską, która obejmowała, oprócz dziesiątek portretów olejnych, setki rysunków portretowych, każdy po około 400 dolarów. W 1901 roku kupił sąsiednią nieruchomość przy Tite Street, aby stworzyć większą pracownię.

Jeden z licznych rysunkowych portretów.

W 1907 roku, w wieku pięćdziesięciu jeden lat, Sargent oficjalnie zamknął swoją pracownię. Z ulgą stwierdził: „Malowanie portretu byłoby całkiem zabawne, gdyby nie zmuszano do rozmowy podczas pracy… Jakże uciążliwe jest zabawianie modela i udawanie szczęśliwego, gdy czuje się nieszczęśliwym”. W tym samym roku Sargent namalował swój skromny i poważny autoportret, swój ostatni, do słynnej kolekcji autoportretów Galerii Uffizi we Florencji we Włoszech. 

W 1916 roku Uniwersytet Harvarda przyznał mu tytuł doktora honoris causa.

Kiedy Sargent ukończył portret Johna D. Rockefellera w 1917 roku, większość krytyków zaczęła zaliczać go do grona mistrzów przeszłości, „błyskotliwego ambasadora między mecenasami a potomnością”. Moderniści traktowali go surowiej, uważając go za całkowicie oderwanego od realiów amerykańskiego życia i rodzących się trendów artystycznych, takich jak kubizm i futuryzm. Sargent spokojnie przyjął krytykę, ale odmówił zmiany swoich negatywnych poglądów na sztukę nowoczesną. Odpowiedział: „Ingres, Rafael i El Greco – to są moi ulubieńcy, to jest to, co lubię”.

W 1925 roku, na krótko przed śmiercią, Sargent namalował swój ostatni portret olejny, płótno przedstawiające arystokratkę Grace Curzon, markizę z Kedleston (zdjęcie poniżej). Obraz został zakupiony w 1936 roku przez Currier Museum of Art w Manchester w stanie New Hampshire, gdzie od tamtej pory jest eksponowany.

Sargent tworzył także malarstwo ścienne. Wszystkie realizacje znajdują się w obszarze Bostonu i Cambridge w stanie Massachusetts: w Bibliotece Publicznej, Muzeum Sztuk Pięknych oraz Bibliotece Widenera Uniwersytetu Harvarda. Największymi dziełami Sargenta są dekoracje ścienne „Triumf religii”, które zdobią Bibliotekę Publiczną w Bostonie, przedstawiając historię religii i bogów politeizmu. Pracował nad cyklem przez prawie trzydzieści lat, ale nigdy go ostatecznie nie ukończył. 

Pozostawił po sobie ok. 900 obrazów olejnych, 2000 akwarel oraz wiele szkiców węglem i ołówkiem. Jego prace nadal cieszą się popularnością i osiągają wysokie ceny na aukcjach. Np. w grudniu 2004 obraz "Group with Parasols" został sprzedany za kwotę 23,5 miliona dolarów. 

https://www.tuttartpitturasculturapoesiamusica.com/2018/04/John-Singer-Sargent-Venice.html

https://en.wikipedia.org/wiki/John_Singer_Sargent

https://en.wikipedia.org/wiki/Lady_Agnew_of_Lochnaw

https://pl.wikipedia.org/wiki/Carolus-Duran

https://pl.wikipedia.org/wiki/Portret_Madame_X

 



tagi: malarstwo  portret  inwestowanie w sztukę  sargent 

agnieszka-slodkowska
15 lutego 2026 18:41
33     970    17 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

cbrengland @agnieszka-slodkowska
15 lutego 2026 19:44

Szkoda, ze dalej siedzisz w polskim grajdolku, a swiat nic nie widzi z tego, co pokazujesz. Widzi to, co pokazuję poniżej.

Mnie to lata, naprawdę,  gdyż obrazy mnie malo interesują, jak wiadomo ale chodzi mi o styl, nie wiem, jakość, po prostu, by to co ma byc pokazane, ma byc widocznie I juz. A jak ma byc widoczne tylko w Polsce, a to przepraszam.

I niech jeden z drugim nie zacznie mi znowu opowiadac o VPN. To dziecinada jest, to co widać poniżej I te rady o VPN, sorry

Nie jestes jedyna na SN w takim stylu, szkoda, naprawdę

 

____________

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @cbrengland 15 lutego 2026 19:44
15 lutego 2026 19:47

Skoro Panu to "lata", to po co ten komentarz? 

zaloguj się by móc komentować

Paris @agnieszka-slodkowska
15 lutego 2026 19:51

Mnie  tez  ten  fragment...

...  ze  wspomnien  Skotnickiego  z  lekka  zdziwil  !!!

 

Chyba  nawet  przeczytalam  go  2  razy,...  zastanawialam  sie,  jakim  cudem  tak  sie  dzialo,  w  koncu  w  tamtym  czasie  ,,Polska,,  Krakow,  to  nie  byla  Francja.

A  ,,zasady  inwestowania  w  sztuke,,  Roeflera,  jak  najbardziej  logiczne.

 

I  jeszcze,  co  do  ,,tlustego  czwartku,,...  w  tym  roku  ZUPELNIE  o  nim  zapomnialam.  Przydarzylo  mi  sie  to  pierwszy  raz  w  zyciu,...  takze  tradycji  nie  stalo  sie  zadosc.

Wpis  bardzo  fajny,

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @Paris 15 lutego 2026 19:51
15 lutego 2026 19:56

Dziękuję Reniu za komentarz! Jeszcze zdążysz zjeść dobrego pączucha przed Środą Popielcową ;)

Pozdrawiamy serdecznie A+H :)

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @agnieszka-slodkowska
15 lutego 2026 20:01

Ale nalot lub wbicie ćwieka.

 

P.S.

ejaj ?

 

 

zaloguj się by móc komentować


MarekBielany @agnieszka-slodkowska
15 lutego 2026 20:16

o te obrazy.

 

 

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @MarekBielany 15 lutego 2026 20:16
15 lutego 2026 20:21

Obrazy autentyczne, gość był niesamowicie uzdolniony i pracowity

zaloguj się by móc komentować

Perseidy @agnieszka-slodkowska
15 lutego 2026 21:34

Bardzo dziekuję za to interesujące przybliżenie postaci i twórczości Johna Sargenta.Teraz rozumiem Pani fascynację tym malarzem. Pozostał wierny swojej wizji sztuki, pomio presji środowiska. Obrazy przepiękne, każdy by się chciało oglądać na żywo.

Naprawdę warto inwestować w dobrą sztukę. Ona się nigdy nie zestarzeje, daje ogromną radość i satysfakcję estetyczną, no i ma też walor tezauryzacyjny.

Serdecznie Was oboje pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @Perseidy 15 lutego 2026 21:34
15 lutego 2026 22:34

Serdecznie dziękuję Pani za komentarz. Pozdrawiamy ciepło - A+H.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @agnieszka-slodkowska
16 lutego 2026 01:49

" Jak może Państwo pamiętają, Pani Wróblewska nie zdecydowała się zainwestować w awangardową sztukę współczesną, choć sama takową forsuje (rozbrajająca odpowiedź na pytanie red. Mazurka)."

A czy Pani pamięta, że Peggy Guggenheim, znana i bogata kolekcjonerka awangardowej sztuki, na koniec stwirdziła /mając już galerię - muzeum w Wenecji/, że oddałaby wszystkie swoje zgromadzone dzieła /?/ za jeden , jedyny obraz, za "Burzę" Giorgione'a? Akurat dzieło nie rzuca na kolana, ale przecież Peggy miała tylko pieniądze, ale nie wiedzę i poczucie smaku czy zwykły gust... 

Dziękuję za notkę. Duży plus! Sargent - poza wybitnymi portretami - był świetnym pejzażystą. Ten obraz "rybacki" o ostrygach jest absolutnie cudowny.

Pozdrawiam Państwa serdecznie :)

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @agnieszka-slodkowska
16 lutego 2026 05:29

Ten Dowigiałło, świeć Panie nad jego duszą, to malarska katastrofa. Te baby zaś to zwyczajne deprawatorki

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @KOSSOBOR 16 lutego 2026 01:49
16 lutego 2026 09:30

Bardzo dziękuję za komentarz! Tak, oczywiście Sargent był znakomitym pejzażystą; skupiłam się głównie na portrecie, bo notaka i tak trochę zbyt długa wyszła.

W "mistrzowskim wykładzie" Andy R. (kuriozalnym i strasznie długim, przebrnęłam przez niego kiedyś uffff....) , obnażające jest ostatnie pytanie dziewczyny (chyba z Ukrainy): "Jak krytycy mogą obiektywnie oceniać sztukę abstrakcyjną?" Pani Anda krótko opowiada, czym przekreśla cały swój wykład: "Nie mogą", co oznacza, że sztuką jest to, co wam wskażemy, a artystą ten, którego namaścimy. https://www.youtube.com/watch?v=iZefMfJHvqs

Pozdrawiamy Panią serdecznie - A+H

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @gabriel-maciejewski 16 lutego 2026 05:29
16 lutego 2026 09:33

Niektórzy stwierdzą "de gustibus non est disputandum" ;)

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @agnieszka-slodkowska 16 lutego 2026 09:33
16 lutego 2026 11:17

To niech się zamkną i nie promują nędzy. To nie jest rozmowa o gustach, ale o przedmiotach

zaloguj się by móc komentować

Jan @cbrengland 15 lutego 2026 19:44
16 lutego 2026 11:19

Dziś akurat cały mój ruch sieciowy idzie przez Cary/NC. 

Obrazy widać.

Więc może nie przekładaj problemów swojego ISP na cały świat.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @agnieszka-slodkowska
16 lutego 2026 11:25

Muszę Wam to pokazać, bo sam nie wierzę, że to widzę. To jest wpis Zdzisława Krasnodębskiego na twitterze

 

Zapraszamy na kolejne wydarzenie Wszechnicy Fundacji Polska Wielki Projekt, wieczór wspomnień o Henryku Krzeczkowskim. 20 lutego 2026 r. godz. 18:00 Dom Trójmorza  ul. Łowicka 39A w Warszawie W ubiegłym roku minęła 40 rocznica śmierci Henryka Krzeczkowskiego. Ten eseista, tłumacz, o błyskotliwym umyśle, niezwykłej osobowości i skomplikowanej biografii odegrał wielką rolę w odnowie myśli konserwatywnej w czasach przełomu. W rozmowie wezmą udział Marek Jurek, Paweł Kaczorowski, Robert Kostro, Andrzej Załuska. Poprowadzi ją Zdzisław Krasnodębski.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @gabriel-maciejewski 16 lutego 2026 11:25
16 lutego 2026 11:26

Miałem to wrzucić u siebie, przepraszam, myślałem, że mam swój profil otwarty

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @agnieszka-slodkowska
16 lutego 2026 12:58

Ten u góry, na lewo od Contrerasa, panoramiczny jest taki, że człowiek mialby ochotę pochodzić tak na przełaj po tych polach ...:). Ehhh...zarąbisty.

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @gabriel-maciejewski 16 lutego 2026 11:26
16 lutego 2026 16:04

Wrzuć u siebie, to więcej ludzi zobaczy.

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @OjciecDyrektor 16 lutego 2026 12:58
16 lutego 2026 16:05

Dzięki wielkie! To oczywiście moje świętokrzyskie :)

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @agnieszka-slodkowska 16 lutego 2026 16:05
16 lutego 2026 16:34

Byłem tylko w okolicach Przysuchy. Piękne tam lasy są i górki. No ale może uda się kiedyś przejść całą "kielecczyznę". 

Fajny obraz też z tego względu, że panoramiczny...:)

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @agnieszka-slodkowska 16 lutego 2026 16:05
16 lutego 2026 16:37

No i dbasz o kwiatki w mieszkaniu...:)

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @OjciecDyrektor 16 lutego 2026 16:34
16 lutego 2026 17:45

To okolice Waśniowa. Warto odwiedzić świętokrzyskie, pięknie tam :)

zaloguj się by móc komentować


KOSSOBOR @OjciecDyrektor 16 lutego 2026 12:58
16 lutego 2026 21:11

A moje ulubione to zimowe rzeczki Pani Agnieszki. I czasmi tam jest takie indygo, że głowa mała :) 

No i  jak człowiek ogląda te zimowe rzeczki, to oprócz zachwytu, cieszy się, że siedzi w ciepłym fotelu i wokół leżą borzojki na byłych człowieka kanapach ;) 

Krótko mówiąc, obrazy Pani Agnieszki sa bardzo... sensualne. A to już kwestia talentu i indywidualności. 

zaloguj się by móc komentować

Trzy-Krainy @agnieszka-slodkowska
16 lutego 2026 21:39

"Kawałek naszej domowej kolekcji :)"

Te dwa obrazy z Kamienną. Gdyby je trochę "geograficznie" przemieścić, a przedstawiają miejsca oddalone od siebie o kilka kilometrów, to po środku będzie czyjś dom rodzinny :)

Choćby taka rzecz bardzo wpływa na to, jak ktoś widzi i rozumie obrazy. To taki głęboki ukryty portret widza, a artyści chyba to jeszcze lepiej rozumieją?

Serdecznie Państwa pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

Trzy-Krainy @OjciecDyrektor 16 lutego 2026 12:58
16 lutego 2026 21:49

Świętokrzyskie jest piękne. A obraz z rzeką, ten całkiem z lewej strony, zilustruję takim wydarzeniem, które tam właśnie miało miejsce: https://trzy-krainy.szkolanawigatorow.pl/przechadzka-po-chmielowie-cz-2

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @Trzy-Krainy 16 lutego 2026 21:39
16 lutego 2026 22:04

Dziękuję ojcze Stanisławie za miły komentarz :) 

Pozdrawiamy serdecznie! A+H

zaloguj się by móc komentować

MarekAd @agnieszka-slodkowska
17 lutego 2026 19:57

Hubert chyba zapomniał, że ma piękną żonę, więc zachwytów nie powinno mu nigdy brakować ;) Osobiście staram się zachwycać na pozór drobnymi rzeczami. Dzisiaj na przykład wystarczy spojrzeć za okno i można się cieszyć śliczną, białą zimą. Dla mnie to tym bardziej łatwe, bo to moja ulubiona pora roku. Kiedy świat jest wyciszony i nie odciąga człowieka od samego siebie. Idealny czas na kontemplacje, zajrzenie w głąb siebie, i dobrą książkę w wygodnym fotelu.

Kiedy potrzebuję zachwytu artystycznego to zerkam co tam ostatnio namalowałaś i już się uśmiecham pod nosem :) Obraz Twojej koleżanki jest moim zdaniem chyba najlepszym z Twoich dotychczasowych portretów. Bardzo mi się podoba, wygląda jakby ta Pani miała za chwilę się poruszyć i wyjść z obrazu :)

Dwa tygodnie temu pisaliśmy tu o galerii w Ostrowcu Świętokrzyskim. Kilka dni później moja kuzynka trafiła do szpitala i po trzech dniach już nie żyła. Niespodziewanie znalazłem się w Ostrowcu na pogrzebie. Życie jest tak przewrotne i często tak mocno bolesne, że chyba nie pozostaje nam nic innego, jak szukać w nim każdych, nawet najmniejszych powodów do zachwytu.

Zazdroszczę Ci, że masz w mieszkaniu tyle fajnych obrazów. Mnie szczególnie zachwyca Twoja interpretacja rzeki kamiennej, czy tej w Ostrowcu, czy w okolicy Kunowa. Mam słabość do rzek, a one z pod Twojej ręki zawsze wychodzą tak, że wywołują u mnie jakąś dziwną nostalgię za czymś nieuchwytnym. Miło, że często ostatnio piszesz, okraszając to ciekawymi obrazkami. Pozdrawiamy :)

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @MarekAd 17 lutego 2026 19:57
17 lutego 2026 21:00

Marku, to nie tak, że nie zachwycamy się drobnymi sprawami, rzeczami itp. Też lubimy zimę (a ja bardzo lubię zimę malować). Po prostu, czasami coś człowieka przygniata i wtedy mało widzi i mało czuje... Ale nie będę o tym pisać. 

Bardzo współczuję Tobie i Rodzinie śmierci Twojej kuzynki... Niech spoczywa w pokoju wiecznym. Amen.

zaloguj się by móc komentować

MarekAd @agnieszka-slodkowska 17 lutego 2026 21:00
18 lutego 2026 03:45

Dziękuję za kondolencje.

Jasne, że jak coś przygniata to odechciewa się żyć i trudno wskrzesić w sobie jakikolwiek zachwyt. Życzę Wam i sobie zresztą też, żeby takich chwil było w życiu jak najmniej.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować